Przez 4 pół miesiąca jedyne to mi się stało, to zginęło 100 soles podczas podróży do centrum (nie wiem czy to się stało w autobusie czy na ulicy), ale to musiała być moja wina, bo włożyłam je do trochę luźnego biustonosza i musiały wypaść (NO BO JAK INACZEJ?! xD).
Naczytałam się mrożących krew w żyłach historii (od prawie wszystkich Polaków piszących o bezpieczeństwie w Peru), kilka tygodni przed wyjazdem prawie dostałam zawału słuchając słuchowiska na temat dwóch Amerykanek, które wzięły z lotniska bezpieczna taksówkę i zostały okradzione do zera, podsumowaną stwierdzeniem "w Peru NIE MA bezpiecznych taksówek". Już po pierwszym tygodniu się uspokoiłam widząc, że w częściach Pueblo Libre, po których się poruszam jest cudownie, spokojnie i bezproblemowo. Potem było szkolenie z bezpieczeństwa, na których napędzono nam mocno stracha, ale tak już po miesiącu wszystkie moje strachy zniknęły. Z mojego doświadczenia jest to najnormalniejsze miasto, a kradzieże zdarzają się tak jak i w każdym polskim mieście. Moje wyobrażenie przed wyjazdem było takie, że na każdym kroku jestem obserwowana pod kątem jak by mnie to okraść i że złodziej czai się za każdym rogiem. Pueblo Libre, mimo, że nie jest dzielnicą gringos jak Miraflores (możliwe że jedynymi ludźmi o europejskich rysach byliśmy tam my, mieszkający tam studenci z wymiany), to nawet nie widzisz zaskoczenia czy zdziwienia na twarzach ludzi, kiedy cię widzą. Wszystko normalnie ^^. Według rankingów i różnych źródeł, w których sprawdzałam, czy w jakiejś dzielnicy jest bezpiecznie, czy nie, Pueblo Libre było jedną z mniej bezpiecznych, San Miguel jeszcze mniej. Niczego takiego nie zauważyłam, nawet w San Miguel. Podobno chodzenie Av. Universitaria miało być niebezpiecznie. Szłam raz nawet po 20stej i czułam się jak w Krakowie. W Cuzco też kilkakrotnie wracałam ok 20stej i czułam się jeszcze bardziej jak w Krakowie.
Podobno było podczas mojego pobytu jakieś 4-5 "temblores" (malutkie wstrząsy), czego dowiedziałam się od znajomego z San Juan de Lurigancho (tam mocno odczuwają). W Pueblo Libre czy San Miguel były nieodczuwalne. Odczułam tylko jeden (w SJdL poczuli mocniej) ale trwał tylko kilka sekund, łóżko trochę powibrowało, ale zanim do mnie dotarło co się dzieje (spałam), to się skończyło. Mojej współlokatorki nawet nie obudziło.
W centrum jest tłum, ale też nigdy nic mi nie ukradziono (oprócz tamtego z własnej głupoty). Ale muszę też przyznać, że nigdy nie byłam w centrum w pojedynkę.
Aha, muszę dodać, że jak przystało na mocno strachliwą osobę nie wychodziłam po zmroku (w ogóle! tylko kilka razy z kimś, a sama tylko w najbliższej okolicy domu), nie byłam na żadnej imprezie, chowałam pieniądze i ważne rzeczy do wewnętrznych kieszeni kurtki, do kieszeni spodni czasem, jak już nie miałam gdzie to do torebki czy plecaka, ale starałam się jakoś nie na wierzchu. Ani razu nie jechałam taksówką sama (koleżanka tak i nic jej się nie stało, nawet wzięła z ulicy). Gdy potrzebowałam taksówki to prosiłam znajomego peruano, który zna wielu taksówkarzy, żeby podesłał jakiegoś kolegę. Mototaxi pojechałam raz z kolegą peruano. Jeździłam sama autobusem czerwono-szarym linia 209, nic mi się nie stało. Także może dlatego nie mam smutnych doświadczeń! :)
niedziela, 18 grudnia 2016
piątek, 4 listopada 2016
Transport publiczny
Taxi
Na szkolonku poradzono nam najlepiej używać tylko taksówek z aplikacji, najlepiej Satelite. I nigdy nie brać taksówki z ulicy, a już na pewno nie tico (co zrobiłam wielokrotnie, ale to już była decyzja towarzyszących mi peruanos - ale będąc z nimi ryzyko maleje prawie do zera). Zakazano nam brać taksówki z ulicy, ALE jesli juz, to pani podała nam szereg wskazówek, jak poznać, czy taksówka nie jest podejrzana: kwadraciki z boku, napis taxi u góry, rejestracja, brak dziury w bagażniku (haha, dziura może oznaczać, że masz być tam przewożony podczas porwania).
Osobiście, jak mówiłam, jeździłam taxi tylko ze znajomymi peruanos ALBO prosiłam znajomego peruano, żeby podesłał mi jego znajomych taksówkarzy. I git. Ale prawda jest taka, że nie ma co panikować.
Autobus "Metropolitano"
Niemal odpowiednik naszego MPK. No dobra, nie całkiem. Ale ma oznakowane przystanki z numerami linii, np. 209, 201. I zatrzymuje się tylko (?) na nich, nie tak, jak inne - byle gdzie :D. Nie ma naganiacza/cobradora. Wchodzisz, płacisz kierowcy 1,50 sola (jak masz zniżkę studencką to 0,70 ale musisz mieć taki dokumencik, ktorego nie dostaliśmy, nie wiem czy możliwe jest sobie załatwić). Zachowaj bilet, bo zdarzają się kontrole.
Wysiadasz najlepiej tyłem. UWAGA! :D Na przytanku ustawia się kulturalna kolejeczka, w prostej linii. Nawet jeśli autobus otworzy drzwi przed Twoim nosem, a jesteś 6 w kolejce to przepuszczasz, całą 5tkę przed Tobą :D Szok dla mnie ^^ A podobno my jesteśmy bardziej cywilizowani :o (bullshit). Czasami pani w zielonej kamizelce sprzedaje bilety już na przystanku! ;) Aby wysiąść wciskasz przycisk (z tyłu). Jeśli chcesz wysiąść z przodu (jest zapchane), to możesz powiedzieć np. paradero, por favor.
http://infotransportenlima.blogspot.pe/2015/07/1-directorio-basico-y-sistematizado-del.html
Tu np. mapka linii 209, którą jeździłam do San Isidro.
https://2.bp.blogspot.com/-tWUaxCqFt_U/VrW2kyu0yMI/AAAAAAAAGaY/8skIbDfGfQg/s1600/209.png.jpg
Na tym forum mapki kilku 200setek:
http://www.forosperu.net/temas/lima-sit-bus-patron-corredores-complementarios.493272/pagina-623
Inne busy z naganiaczami/cobradores
Mają napisane z boku przez jakie avenidas przejeżdzają, poza tym naganiacz to też wrzeszczy. Jak coś możesz go też zapytać ^^. Wsiadasz i nic, zajmujesz miejsce. Cobrador zaraz przyjdzie, mówisz dokąd jedziez i płacisz. Dostajesz bilecik.
Na szkolonku poradzono nam najlepiej używać tylko taksówek z aplikacji, najlepiej Satelite. I nigdy nie brać taksówki z ulicy, a już na pewno nie tico (co zrobiłam wielokrotnie, ale to już była decyzja towarzyszących mi peruanos - ale będąc z nimi ryzyko maleje prawie do zera). Zakazano nam brać taksówki z ulicy, ALE jesli juz, to pani podała nam szereg wskazówek, jak poznać, czy taksówka nie jest podejrzana: kwadraciki z boku, napis taxi u góry, rejestracja, brak dziury w bagażniku (haha, dziura może oznaczać, że masz być tam przewożony podczas porwania).
Osobiście, jak mówiłam, jeździłam taxi tylko ze znajomymi peruanos ALBO prosiłam znajomego peruano, żeby podesłał mi jego znajomych taksówkarzy. I git. Ale prawda jest taka, że nie ma co panikować.
Autobus "Metropolitano"
Niemal odpowiednik naszego MPK. No dobra, nie całkiem. Ale ma oznakowane przystanki z numerami linii, np. 209, 201. I zatrzymuje się tylko (?) na nich, nie tak, jak inne - byle gdzie :D. Nie ma naganiacza/cobradora. Wchodzisz, płacisz kierowcy 1,50 sola (jak masz zniżkę studencką to 0,70 ale musisz mieć taki dokumencik, ktorego nie dostaliśmy, nie wiem czy możliwe jest sobie załatwić). Zachowaj bilet, bo zdarzają się kontrole.
Wysiadasz najlepiej tyłem. UWAGA! :D Na przytanku ustawia się kulturalna kolejeczka, w prostej linii. Nawet jeśli autobus otworzy drzwi przed Twoim nosem, a jesteś 6 w kolejce to przepuszczasz, całą 5tkę przed Tobą :D Szok dla mnie ^^ A podobno my jesteśmy bardziej cywilizowani :o (bullshit). Czasami pani w zielonej kamizelce sprzedaje bilety już na przystanku! ;) Aby wysiąść wciskasz przycisk (z tyłu). Jeśli chcesz wysiąść z przodu (jest zapchane), to możesz powiedzieć np. paradero, por favor.
http://infotransportenlima.blogspot.pe/2015/07/1-directorio-basico-y-sistematizado-del.html
Tu np. mapka linii 209, którą jeździłam do San Isidro.
https://2.bp.blogspot.com/-tWUaxCqFt_U/VrW2kyu0yMI/AAAAAAAAGaY/8skIbDfGfQg/s1600/209.png.jpg
Na tym forum mapki kilku 200setek:
http://www.forosperu.net/temas/lima-sit-bus-patron-corredores-complementarios.493272/pagina-623
Inne busy z naganiaczami/cobradores
Mają napisane z boku przez jakie avenidas przejeżdzają, poza tym naganiacz to też wrzeszczy. Jak coś możesz go też zapytać ^^. Wsiadasz i nic, zajmujesz miejsce. Cobrador zaraz przyjdzie, mówisz dokąd jedziez i płacisz. Dostajesz bilecik.
wtorek, 4 października 2016
Przylot
Czytajac przed wyjazdem strone DWM, strone PUPC, strone ambasady na temat wizy i przylotu, w pewnym momencie przestalam rozumiec to wszystko. Wiele z nich pisze o koniecznosci przyjechania z zaswiadczeniem o kwocie wystarczajacej na utrzymanie, o koniecznosci posiadania wizy studenckiej.
Ja, zgodnie z rada kolezanki, NIE przyznalam sie panu dajacemu wize, ze zamierzam studiowac. Pytal czy wolontariat, ja mowie ze nie, a on: solo turismo... siiii. Haha. Podobno czasami przyznanie sie do studiowania moze byc ryzykowne. Np. mozesz nie dostac wizy na 183 dni, tylko krotsza. Tak wiec ja poprosilam o 183 dni, dodalam ze wracam w grudniu i pan bardzo sympatyczny nie robil zadnego problemu.
W tym przypadku, nie musisz juz wnioskowac o wize studencka. Moze Ci sie przydac w przypadku, gdy chcesz posiedziec w Peru dluzej niz 183 dni. Ale mozesz tez przekroczyc ten czas i zaplacic dolara za kazdy przekroczony dzien. (Przy odrobinie szczescia moze tez Ci sie udac, ze nikt nie zauwazy ze przekroczyles/as ilosc dni i nic nie bd musiec placic). Zaswiadczenie o kwocie wystarczajacej na utrzymanie jest potrzebne tylko w przypadku studenckiej.
Pamietaj, ze po odebraniu bagazu odprawianego czeka Cie jeszcze kontrola celna. Mi troche czasu zajelo ogarniecie tego, myslalam, ze juz po wszystkim (mimo, ze w samolocie wypelnialam oswiadczenie celne) i szukalam w desperacji kolegi, ktory mial mnie odebrac, a tu okazalo sie ze jeszcze musze oddac oswiadczenie i dac bagaze do przeswietlenia. Buahaha. No, ale moze nie kazdy jest taki debilem. Ale serio, odbierasz bagaz, widzisz juz wyjscie, pelno stoisk etc. Dobrze, ze spytalam takiego pana.
Ja, zgodnie z rada kolezanki, NIE przyznalam sie panu dajacemu wize, ze zamierzam studiowac. Pytal czy wolontariat, ja mowie ze nie, a on: solo turismo... siiii. Haha. Podobno czasami przyznanie sie do studiowania moze byc ryzykowne. Np. mozesz nie dostac wizy na 183 dni, tylko krotsza. Tak wiec ja poprosilam o 183 dni, dodalam ze wracam w grudniu i pan bardzo sympatyczny nie robil zadnego problemu.
W tym przypadku, nie musisz juz wnioskowac o wize studencka. Moze Ci sie przydac w przypadku, gdy chcesz posiedziec w Peru dluzej niz 183 dni. Ale mozesz tez przekroczyc ten czas i zaplacic dolara za kazdy przekroczony dzien. (Przy odrobinie szczescia moze tez Ci sie udac, ze nikt nie zauwazy ze przekroczyles/as ilosc dni i nic nie bd musiec placic). Zaswiadczenie o kwocie wystarczajacej na utrzymanie jest potrzebne tylko w przypadku studenckiej.
Pamietaj, ze po odebraniu bagazu odprawianego czeka Cie jeszcze kontrola celna. Mi troche czasu zajelo ogarniecie tego, myslalam, ze juz po wszystkim (mimo, ze w samolocie wypelnialam oswiadczenie celne) i szukalam w desperacji kolegi, ktory mial mnie odebrac, a tu okazalo sie ze jeszcze musze oddac oswiadczenie i dac bagaze do przeswietlenia. Buahaha. No, ale moze nie kazdy jest taki debilem. Ale serio, odbierasz bagaz, widzisz juz wyjscie, pelno stoisk etc. Dobrze, ze spytalam takiego pana.
sobota, 1 października 2016
Hiszpański w Limie
Słówka tylko peruwiańskie, a także latynoskie, w każdym razie, te które się tutaj używa, a których nie uczą w szkołach (bo uczą peninsularnego)
Inni już o tym pisali:
Z pamiętnika podróżoholika
Peruanismos
A oprócz tego:
al costado - al lado
ají - tamtejsza papryczka chilli
arveja - tamtejszy groszek (troche większy i twardszy)
¡asu! - wykrzyknienie oznaczające a) narzekanie b) podziw
bateria - amigo (żargon)
brevete = licencia de conducir
casaca - kurtka
chacra - ferma, gospodarstwo, zagroda
chompa - sweter, bluza, kurtka, cokolwiek co narzucasz na siebie gdy jest trochę zimniej
cebolla china - szczypiorek/ cebula dymka?
cerro - góra, wzniesienie
durazno - brzoskwinia
departamento - mieszkanie (NIE piso jak w Hiszpanii, ani NIE apartamento jak w innych krajach Ameryki)
fósforos - zapałki
frijoles o frejoles - fasola
el gringo - słońce
hacer linda // El domingo la hice linda. = La pasé chévere.
huachafo - cursi, gdy czyjeś ubrania nie pasują do siebie
jalar - oblać (egzamin) /jest w peruanismos, ale chciałam tutaj wyodrębić :D
junta (puerta) - drzwi leciutko uchylone
kion - imbir
lapicero - długopis
lucir - wyglądać (!) /Kolumbia też // Así lucen los personajes de Betty la fea 17 años después. // Creo que hoy luzco cansado.
malograr - zepsuć
maní = cacahuete, orzech ziemny
medias - skarpetki
mozo - kelner
pallares - fasolka, podobna do naszego jasia
panamitos - jasna, malutka fasolka
PH - pe hache - papel higiénico - papier toaletowy
(venir) por las puras – por nada, na darmo (Si no comes ceviche es venir por las puras!)
sala i salón odwrotnie niż w polskim :D salón - (aula), sala,klasa lekcyjna, czasem też grupa (współstudentów) np. w takim kontekscie: En mi salón somos 10. sala - salon, pomieszczenie w domu, z kanapą i telewizorem
SSHH - servicios higiénicos - toaleta
somos // El lunes somos = nos vemos, salimos juntos.
tacho (de basura) - kosz na śmieci
¡total! - reakcja na to, gdy ktoś najpierw mówi jedno, a potem drugie
ya - ok, dobrze, odpowiednik hiszpańskiego vale
zapallo italiano - cukinia
zapallo - warzywo dyniopodobne
Fonetyka
W Limie "y" i "ll" to praktycznie nasze polskie "j". "S" przed społgłoską zamienia się w leciusie "h", ale nie aż tak mocne jak w Argentynie (pescado = [pehkao]). "D", "g", "b" między samogłoskami czasem niemal całkowicie zanikają, np. jak w wymienionym pescado, albo pamiętam raz na lekcji, jak profesor mówi [muele], już miałam szukać tego słówka, kiedy zorientowałam się, ze ma na myśli "mueble"!. :D Albo innym razem pan profesor zapisał fonetycznie to, jak w Peru wymawia się "sábado" => [sáo], dodając, że nie ma w tym ani trochę przesady. Raz też zauważyłam, że znajomy słowo "jueves" wymawia identycznie jak "juez".
Gramatyka
// Me dijo que lo haga / Te pedi que lo digas. / No quería que vaya. - Według zasad powinno być subjuntivo imperfecto, a tutaj używają presente.
// No sé si ella tenga tiempo. / No sé qué ejemplo ponga él. - Nie pamiętam, co mówią zasady, ale subjuntivo wydaje mi się tu dziwne, a jednak tak tutaj mówią.
Limpiecito zamiast limpito, iglesiecita zamiast iglesita.
Raz na zajęciach z quechua tłumaczyliśmy zdania i profesor (nativo aimara) zapytał: Ya han traducido? A potem się poprawił: Ya tradujeron? I zapytał dzieci czy "Ya han traducido?" było poprawnie, a one jednogłośnie powiedziały, że NIE. :o
Inni już o tym pisali:
Z pamiętnika podróżoholika
Peruanismos
A oprócz tego:
al costado - al lado
ají - tamtejsza papryczka chilli
arveja - tamtejszy groszek (troche większy i twardszy)
¡asu! - wykrzyknienie oznaczające a) narzekanie b) podziw
bateria - amigo (żargon)
brevete = licencia de conducir
casaca - kurtka
chacra - ferma, gospodarstwo, zagroda
chompa - sweter, bluza, kurtka, cokolwiek co narzucasz na siebie gdy jest trochę zimniej
cebolla china - szczypiorek/ cebula dymka?
cerro - góra, wzniesienie
durazno - brzoskwinia
departamento - mieszkanie (NIE piso jak w Hiszpanii, ani NIE apartamento jak w innych krajach Ameryki)
fósforos - zapałki
frijoles o frejoles - fasola
el gringo - słońce
hacer linda // El domingo la hice linda. = La pasé chévere.
huachafo - cursi, gdy czyjeś ubrania nie pasują do siebie
jalar - oblać (egzamin) /jest w peruanismos, ale chciałam tutaj wyodrębić :D
junta (puerta) - drzwi leciutko uchylone
kion - imbir
lapicero - długopis
lucir - wyglądać (!) /Kolumbia też // Así lucen los personajes de Betty la fea 17 años después. // Creo que hoy luzco cansado.
malograr - zepsuć
maní = cacahuete, orzech ziemny
medias - skarpetki
mozo - kelner
pallares - fasolka, podobna do naszego jasia
panamitos - jasna, malutka fasolka
PH - pe hache - papel higiénico - papier toaletowy
(venir) por las puras – por nada, na darmo (Si no comes ceviche es venir por las puras!)
sala i salón odwrotnie niż w polskim :D salón - (aula), sala,klasa lekcyjna, czasem też grupa (współstudentów) np. w takim kontekscie: En mi salón somos 10. sala - salon, pomieszczenie w domu, z kanapą i telewizorem
SSHH - servicios higiénicos - toaleta
somos // El lunes somos = nos vemos, salimos juntos.
tacho (de basura) - kosz na śmieci
¡total! - reakcja na to, gdy ktoś najpierw mówi jedno, a potem drugie
ya - ok, dobrze, odpowiednik hiszpańskiego vale
zapallo italiano - cukinia
zapallo - warzywo dyniopodobne
Fonetyka
W Limie "y" i "ll" to praktycznie nasze polskie "j". "S" przed społgłoską zamienia się w leciusie "h", ale nie aż tak mocne jak w Argentynie (pescado = [pehkao]). "D", "g", "b" między samogłoskami czasem niemal całkowicie zanikają, np. jak w wymienionym pescado, albo pamiętam raz na lekcji, jak profesor mówi [muele], już miałam szukać tego słówka, kiedy zorientowałam się, ze ma na myśli "mueble"!. :D Albo innym razem pan profesor zapisał fonetycznie to, jak w Peru wymawia się "sábado" => [sáo], dodając, że nie ma w tym ani trochę przesady. Raz też zauważyłam, że znajomy słowo "jueves" wymawia identycznie jak "juez".
Gramatyka
// Me dijo que lo haga / Te pedi que lo digas. / No quería que vaya. - Według zasad powinno być subjuntivo imperfecto, a tutaj używają presente.
// No sé si ella tenga tiempo. / No sé qué ejemplo ponga él. - Nie pamiętam, co mówią zasady, ale subjuntivo wydaje mi się tu dziwne, a jednak tak tutaj mówią.
Limpiecito zamiast limpito, iglesiecita zamiast iglesita.
Raz na zajęciach z quechua tłumaczyliśmy zdania i profesor (nativo aimara) zapytał: Ya han traducido? A potem się poprawił: Ya tradujeron? I zapytał dzieci czy "Ya han traducido?" było poprawnie, a one jednogłośnie powiedziały, że NIE. :o
wtorek, 30 sierpnia 2016
Pieniądze
Na lotnisku poproszono mnie o paszport przy wymianie dolarów na sole. Co ciekawe, w tym samym punkcie (ale inna pani) już nie wymagała żadnego dokumentu od mojej koleżanki.
Ostatnio pełna obaw chciałam zapłacić przedartą (dosyć mocno) w dwóch miejscach 50tką w sklepie MAESTRO. Nie było najmniejszego problemu, hehe.
Ostatnio pełna obaw chciałam zapłacić przedartą (dosyć mocno) w dwóch miejscach 50tką w sklepie MAESTRO. Nie było najmniejszego problemu, hehe.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Ulica
Nie jest aż tak przeraźliwie głośno, jak się spodziewałam, przynajmniej w Pueblo Libre. Od czasu do czasu samochodziki sobie potrąbią, naganiacze pokrzyczą z autobusów.
Chodniki są wysokie i mają takie wycięte dziurki dla jednej osoby, żeby nie trzeba było z nich zeskakiwać, hehe.
Przechodzi się na czerwonym, tylko trzeba się rozglądać. Należy to robić nawet gdy masz zielone, bardzo często na początku zielonego jeszcze coś jedzie i ma gdzieś pieszych. Na wszelkich zakrętach etc, gdzie w Polsce ewentualnie możnaby się spodziewać przepuszczenia albo jest to u nas nakazane, tutaj nie zdarza się w 90% xD. Samochód ma pierwszeństwo i lepiej się z tym pogódź, jeśli nie chcesz stracić życia.
Światła na przejściach dla pieszych mają sekundniki :) Ale i tak przechodzi się na czerwonym ^^.
Botica - to apteka! (ja nie wiedziałam hahaha)
Chodniki są wysokie i mają takie wycięte dziurki dla jednej osoby, żeby nie trzeba było z nich zeskakiwać, hehe.
Przechodzi się na czerwonym, tylko trzeba się rozglądać. Należy to robić nawet gdy masz zielone, bardzo często na początku zielonego jeszcze coś jedzie i ma gdzieś pieszych. Na wszelkich zakrętach etc, gdzie w Polsce ewentualnie możnaby się spodziewać przepuszczenia albo jest to u nas nakazane, tutaj nie zdarza się w 90% xD. Samochód ma pierwszeństwo i lepiej się z tym pogódź, jeśli nie chcesz stracić życia.
Światła na przejściach dla pieszych mają sekundniki :) Ale i tak przechodzi się na czerwonym ^^.
Botica - to apteka! (ja nie wiedziałam hahaha)
Supermercados, mercados i małe sklepiki
Supermercados
Trzeba zważyć chleb. Zanosisz na wagę i czekasz, aż pan przyjdzie Ci zważyć albo jeśli już tam jest po prostu mu podajesz. Musisz zważyć nawet to, co jest na sztuki, haha.
Co ciekawe, warzywa są ważone przy kasie (Wong, Plaza Vea) lub (Metro) ważysz sam lub pani Ci waży.
Jeśli kupujesz elektronikę lub kosmetyki, najpierw dostaniesz bilecik, opłacasz go przy kasie i dopiero potem dostaniesz swój produkt.
Ciekawostka: ponoć nie istnieją 1 i 2 centimos, dlatego zawsze zaokrąglają sumę w kasie na Twoją niekorzyść, czasem pytają, czy chcesz to przeznaczyć na Caritas :)
Mały prywatny sklepik
Ciężko zlokalizować kasę, ale czasami jest podpisana: CAJA ^^. Zazwyczaj tylko maleńka dziureczka na pieniądze xD Pokazujesz co wziąłeś z półki, mówisz co chcesz zza lady i płacisz. Dopiero z paragonem podchodzisz do innej pani i ona Ci poda zza lady to, co już zapłaciłaś/eś.
Np. chcesz kupić "chleb" (pan), czyli po naszemu bułki :D Podchodzisz do kasy i mówisz: "(Dame) un sol de pan (por favor). / Może być 2 soles, albo podobno 1 sol y medio chociaż mój amigo mówi, że nigdy tak nie kupował :D. Dzisiaj za 2 soles dostałam 10 bułek. / Dostajesz paragon, podchodzisz do pani podającej bułki, dajesz jej paragon i mówisz, który chleb. Jak jesteś obeznanym peruano i znasz nazwę chleba to ją podajesz (raczej nie są podpisane), a jak nie to wskazujesz paluchem, tak jak ja, huehue.
Czasami sklep jest zamknięty na kratę (myślałam, że to znaczy, że jest ZAMKNIĘTE, ale nie) i wtedy pani podaje Ci produkty zza tej kraty i płacisz przez kratę... (wtf?) :D
Sklepy samoobsługowe typu "żabka" np. TAMBO
Istnieją, jednak kupisz tam tylko słodycze, napoje, piwo, chińskie zupki, pizze do odgrzania, przekąski, chipsy etc.
Trzeba zważyć chleb. Zanosisz na wagę i czekasz, aż pan przyjdzie Ci zważyć albo jeśli już tam jest po prostu mu podajesz. Musisz zważyć nawet to, co jest na sztuki, haha.
Co ciekawe, warzywa są ważone przy kasie (Wong, Plaza Vea) lub (Metro) ważysz sam lub pani Ci waży.
Jeśli kupujesz elektronikę lub kosmetyki, najpierw dostaniesz bilecik, opłacasz go przy kasie i dopiero potem dostaniesz swój produkt.
Ciekawostka: ponoć nie istnieją 1 i 2 centimos, dlatego zawsze zaokrąglają sumę w kasie na Twoją niekorzyść, czasem pytają, czy chcesz to przeznaczyć na Caritas :)
Mały prywatny sklepik
Ciężko zlokalizować kasę, ale czasami jest podpisana: CAJA ^^. Zazwyczaj tylko maleńka dziureczka na pieniądze xD Pokazujesz co wziąłeś z półki, mówisz co chcesz zza lady i płacisz. Dopiero z paragonem podchodzisz do innej pani i ona Ci poda zza lady to, co już zapłaciłaś/eś.
Np. chcesz kupić "chleb" (pan), czyli po naszemu bułki :D Podchodzisz do kasy i mówisz: "(Dame) un sol de pan (por favor). / Może być 2 soles, albo podobno 1 sol y medio chociaż mój amigo mówi, że nigdy tak nie kupował :D. Dzisiaj za 2 soles dostałam 10 bułek. / Dostajesz paragon, podchodzisz do pani podającej bułki, dajesz jej paragon i mówisz, który chleb. Jak jesteś obeznanym peruano i znasz nazwę chleba to ją podajesz (raczej nie są podpisane), a jak nie to wskazujesz paluchem, tak jak ja, huehue.
Czasami sklep jest zamknięty na kratę (myślałam, że to znaczy, że jest ZAMKNIĘTE, ale nie) i wtedy pani podaje Ci produkty zza tej kraty i płacisz przez kratę... (wtf?) :D
Sklepy samoobsługowe typu "żabka" np. TAMBO
Istnieją, jednak kupisz tam tylko słodycze, napoje, piwo, chińskie zupki, pizze do odgrzania, przekąski, chipsy etc.
Droższe niż w Polsce
- WSZYSTKO
- hipermarkety (Wong, drogo jak cholera)
- kosmetyki (płyn do demakijażu 20 soli, omg xD)
- książki (100 soli to normalka)
- zeszyty (w Wongu i niektorych sklepach, w Metrze czy w chińskim sklepie około sola)
Tańsze niż w Polsce
- jedzonko w automatach (przynajmniej na campusie PUCP), ciasteczka 0,70 sola, chipsy 1,50 sola, kawa-czekolada 1,50 sola, herbata z cytryną 1 sol
- słodycze w sklepach typu "żabka" (ale takie sklepy mają tylko słodycze, chipsy, przekąski, napoje, piwo, szybkie zupki, pizze do ogrzania etc) / poniżej sola (CocaCola 0,5 l - 2sole!)
- makaron (dużo opcji w okolicach 1 sola czy nawet 0,60 sola)
- MENU 6-10 soli (danie dnia = entrada, główne danie, deser i picie)
- ponoć owoce i warzywa xD
- wyciskane soki
- mleko sojowe! (a przynajmniej jest tańsze niż krowie, hehe!)
- pamiątki! (w normalnych cenach, nie to co na Grodzkiej w Krk PLUS są tryliard razy lepsze, ładniejsze, ciekawsze, superpraktyczne i najchętniej wykupiłabym wszyściutko!)
- wycieczka autobusem dwupiętrowym po kawałku Limy z wjazdem na górę, z której widzisz całą panoramę miasta (6-10 soli)
Karta SIM
Tzw. "chip pre-pago". Na abonament nazywa się "post pago". Pre-pago należy zarejestrować na DNI (dowód peruwiański!) :O. Można poprosić sprzedawcę, żeby zarejestrował na siebie (znaczy nie wiem czy w punkcie danej firmy tak zrobią, ale na mercado nam się udało :).
6-10-12 soli w punkcie Claro, Entel, Movistar etc.
3 sole w centrum kupione na ulicy :)
A potem robisz recargę (doładowanie). Zrobilam sobie za 8 zl w movistarze i mialam waznosc konta okolo miesiaca.
6-10-12 soli w punkcie Claro, Entel, Movistar etc.
3 sole w centrum kupione na ulicy :)
A potem robisz recargę (doładowanie). Zrobilam sobie za 8 zl w movistarze i mialam waznosc konta okolo miesiaca.
Realia "PUPCI" oops, przepraszam, PUPC-u? uniwerku znaczy
Planujesz podróżować podczas semestru? Miej na uwadze, że oprócz exámenes parciales (październik) i finales (grudzień), są jeszcze różne inne formy sprawdzania wiedzy uczniów! Na większości "cursos" można spotkać się z:
- prezentacjami
- pracami pisemnymi (czasem kilkunastostronicowymi, jak w przypadku seminario)
- controles de lectura (niektóre cursos mają ich wieeele, a najgorsza się nie liczy do średniej, a inne mają tylko jedną / u mnie tak wypadło, że ta jedna akurat ma być wtedy, kiedy wyjeżdzam, chociaż liczę, że może plan całoroczny się przesunie :D)
- practicas calificadas (teścik ABCD, 5 pytań)
- tareas (np. przetłumaczyć kilkadziesiąt zdań quechua-español)
Sylabus zazwyczaj ustala dokładny termin każdej z tych prac/testów/prezentacji. Każdy stanowi określony procent oceny końcowej (razem z egzaminami).
Większość przedmiotów ma obszerną bibliografię i trzeba to naprawdę czytać (haha). Przynajmniej na tych konkretnych wydziałach, bo są jeszcze "Generales Letras/Ciencias", gdzie chodzę np. na quechua i jest dosyć leciutko.
Wszyscy sprawdzają obecność i ponoć oficjalny regulamin PUCP dopuszcza 30%, niektórzy wykładowcy odejmują Ci punkta (?) za każdą nieobecność. Wiadomo, zależy od profa.
Sławne jelonki i wiewiórki:
Jelonki chyba zamknęli :( Spotkałam się z nimi i z wiewiórkami tylko raz, gdy poszłam na 7 rano zdobywać numerek w kolejcę na "matriculę".
Stołówka:
Są 4. 6,50 sola menu. Jest wegetariańskie :) Są 4 comedores, największy jest Central i najlepiej tam chodzić, zwłaszcza w godzinach szczytu (od 1szej), bo kolejka się szybciej rozładowywuje, w ogóle mniej ludzi tam chyba przychodzi. Jest tam 35 dań wegetariańskich. Trochę po pierwszej zazwyczaj już nie ma. W ogóle sa 2 kolejki, jedna po ticket (tam płacisz i zamawiasz), a druga po jedzonko.
Świetnym pomysłem jest kupienie ticketu wcześniej, o 8,9 czy 11, kiedy tam przyjdziesz na uczelnię. Potem po pierwsze nie musisz stać w 2 kolejkach, a po drugie jeśli chcesz wegetariańskie, to możesz się nie bać, że zabraknie. Potem podchodzisz do estación, podajesz pani różowy paragon i dostajesz 2 talerze, mniejszy z sałatką i duży. Nalewasz picie i bierzesz deser. Jeśli jesteś wege i pani od paragonu tego nie zauważyła, to powiedz pani nakładającej główne danie.
Obiad jest od godz 11-15 (menu universitario).
Matricula:
Przedmioty, które są na stronie PUCP danego kierunku są ogólne i nigdy nie wiadomo, czy będą w danym semestrze. Lista na dany semestr pojawia się na trochę przed jego rozpoczęciem.
Przez pierwszy tydzień chodzimy na dowolne przedmioty, a w następny poniedziałek jest "matricula". Od 8:30 rozdają "numerki" do kolejności rejestracji na przedmioty. Napisano nam, że campus otwiera się o 7, więc przyszliśmy o 6:45, było już otwarte, a ludzie czekali ponoć od 5-tej czy 4-tej. Było jakieś 60 osób przede mną :) Ale udało mi się zapisać na to, co chciałam. Bo jeśli nie ma wolnych miejsc (Peruwiańczycy mają pierwszeństwo, rejestrują się online kilka tygodni wcześniej), to chyba się nie da wbić. Potem o 13-stej szliśmy z wypełnioną listą przedmiotów, tzw. compañeros PUCP prowadzą Cię jak dziecko za rączkę, także jest awesome, bez problemów. Dokument z listą przedmiotów do wypełnienia i inne takie dostajemy od razu pierwszego dnia.
Do początku września można jeszcze zrezygnować z jakiegoś przedmiotu, potem tez, ale nie usuną Ci go z transkryptu, który potem wyślą do polskiego uniwerku.
Nie wolno palić na campusiku <3
Biblioteka:
Jeśli chcesz wypożyczyć coś do domku, to musisz mieć swoje konto. Ja w tym celu wybrałam opcję "zapomniałam hasło", po czym na mój correo PUCP przysłali mi hasło/kod, a ja go zmieniłam na lepiej zapamiętywalny. Correo PUCP jest dostępne po zalogowaniu się do campus virtual.
Wypożyczasz sam przy takim skanerze, bez udziału pani z biblioteki. Zazwyczaj jest na tydzień. Kiedy wyszukujesz książkę w katalogu, klikasz drukuj i drukuje Ci się karteczka z kodem książki, dzięki której łatwiej znajdziesz ją na półce.
Oddajesz w okienku, na zewnątrz (przynajmniej w przypadku Biblioteki Centralnej), na prawo od wejścia. Po prostu wkładasz książkę na taką platformę, ona się wciąga i już :D.
Autoservicio de impresión
Logujesz się w systemie, wrzucasz plik, ustalasz liczbę kopii, czy dwustronnie. Idziesz do okienka, żeby hacer recarga (min.3 soles). Idziesz do komputerka, logujesz się, drukujesz.
Sławne jelonki i wiewiórki:
Jelonki chyba zamknęli :( Spotkałam się z nimi i z wiewiórkami tylko raz, gdy poszłam na 7 rano zdobywać numerek w kolejcę na "matriculę".
Stołówka:
Są 4. 6,50 sola menu. Jest wegetariańskie :) Są 4 comedores, największy jest Central i najlepiej tam chodzić, zwłaszcza w godzinach szczytu (od 1szej), bo kolejka się szybciej rozładowywuje, w ogóle mniej ludzi tam chyba przychodzi. Jest tam 35 dań wegetariańskich. Trochę po pierwszej zazwyczaj już nie ma. W ogóle sa 2 kolejki, jedna po ticket (tam płacisz i zamawiasz), a druga po jedzonko.
Świetnym pomysłem jest kupienie ticketu wcześniej, o 8,9 czy 11, kiedy tam przyjdziesz na uczelnię. Potem po pierwsze nie musisz stać w 2 kolejkach, a po drugie jeśli chcesz wegetariańskie, to możesz się nie bać, że zabraknie. Potem podchodzisz do estación, podajesz pani różowy paragon i dostajesz 2 talerze, mniejszy z sałatką i duży. Nalewasz picie i bierzesz deser. Jeśli jesteś wege i pani od paragonu tego nie zauważyła, to powiedz pani nakładającej główne danie.
Obiad jest od godz 11-15 (menu universitario).
Matricula:
Przedmioty, które są na stronie PUCP danego kierunku są ogólne i nigdy nie wiadomo, czy będą w danym semestrze. Lista na dany semestr pojawia się na trochę przed jego rozpoczęciem.
Przez pierwszy tydzień chodzimy na dowolne przedmioty, a w następny poniedziałek jest "matricula". Od 8:30 rozdają "numerki" do kolejności rejestracji na przedmioty. Napisano nam, że campus otwiera się o 7, więc przyszliśmy o 6:45, było już otwarte, a ludzie czekali ponoć od 5-tej czy 4-tej. Było jakieś 60 osób przede mną :) Ale udało mi się zapisać na to, co chciałam. Bo jeśli nie ma wolnych miejsc (Peruwiańczycy mają pierwszeństwo, rejestrują się online kilka tygodni wcześniej), to chyba się nie da wbić. Potem o 13-stej szliśmy z wypełnioną listą przedmiotów, tzw. compañeros PUCP prowadzą Cię jak dziecko za rączkę, także jest awesome, bez problemów. Dokument z listą przedmiotów do wypełnienia i inne takie dostajemy od razu pierwszego dnia.
Do początku września można jeszcze zrezygnować z jakiegoś przedmiotu, potem tez, ale nie usuną Ci go z transkryptu, który potem wyślą do polskiego uniwerku.
Nie wolno palić na campusiku <3
Biblioteka:
Jeśli chcesz wypożyczyć coś do domku, to musisz mieć swoje konto. Ja w tym celu wybrałam opcję "zapomniałam hasło", po czym na mój correo PUCP przysłali mi hasło/kod, a ja go zmieniłam na lepiej zapamiętywalny. Correo PUCP jest dostępne po zalogowaniu się do campus virtual.
Wypożyczasz sam przy takim skanerze, bez udziału pani z biblioteki. Zazwyczaj jest na tydzień. Kiedy wyszukujesz książkę w katalogu, klikasz drukuj i drukuje Ci się karteczka z kodem książki, dzięki której łatwiej znajdziesz ją na półce.
Oddajesz w okienku, na zewnątrz (przynajmniej w przypadku Biblioteki Centralnej), na prawo od wejścia. Po prostu wkładasz książkę na taką platformę, ona się wciąga i już :D.
Autoservicio de impresión
Logujesz się w systemie, wrzucasz plik, ustalasz liczbę kopii, czy dwustronnie. Idziesz do okienka, żeby hacer recarga (min.3 soles). Idziesz do komputerka, logujesz się, drukujesz.
Bienvenidos!
¡Hola!
Jestem "Vicky" i przebywam właśnie w Limie (Peru) na wymianie studenckiej :) Jeśli masz w planach podobny wypad, ale nie jesteś pewny/a, chciał(a)byś poznać realia tego państwa, relacje innych osób Ci nie wystarczają i/lub jesteś osobą bojącą się ludzi i świata (haha, jak ja) - znajdziesz tu kilka wskazówek, szczegółów, o których nie wiedziałam przed przyjazdem, a teraz już wiem, haha :D
Pozdrowionka!
Jestem "Vicky" i przebywam właśnie w Limie (Peru) na wymianie studenckiej :) Jeśli masz w planach podobny wypad, ale nie jesteś pewny/a, chciał(a)byś poznać realia tego państwa, relacje innych osób Ci nie wystarczają i/lub jesteś osobą bojącą się ludzi i świata (haha, jak ja) - znajdziesz tu kilka wskazówek, szczegółów, o których nie wiedziałam przed przyjazdem, a teraz już wiem, haha :D
Pozdrowionka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)